wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 1. Czarownica?

Samochód pędził przez nierówną asfaltową drogę. Olivia siedziała znudzona na tylnym siedzeniu i patrzyła przez okno. Nic ciekawego. Same pola, łąki, lasy... Ładne widoki, ale co z tego? Nudne i już. Dziewczyna nie chciała jechać na ten wyjazd. Nie lubiła jeździć do babci, bo ,choć bardzo ją kochała, zawsze strasznie się tam nudziła. Zwyczajna wieś. Nic do roboty, no chyba, że ten tandetny wiejski pub. No tak... Puszczą muzykę, dadzą jakieś kolorowe światła i tyle. No ale jej rodzice się uparli. Stwierdzili że ona jest młoda i potrzebuje świeżego powietrza, że odpocznie od tego gwaru ulic i zatłoczonego korytarza szkoły, że to będzie taka odskocznia. Jeśli tak, to czemu nie wysłali mnie gdzieś do Anglii, albo Francji, myślała. Marudziłaby tak bez końca, ale w końcu dojechali do domku babci. Był nieduży, biały k z czerwonym dachem. Obok niego znajdował się ogródek kwiatowy i sad. Wszystko to należało do babci Olivii, Lindy. Starszej, poczciwej i bardzo miłej kobiety.
Staruszka z uśmiechem wyszła im na spotkanie.
- Olivio, jak ty wyrosłaś! Tak dawno się nie widziałyśmy! Bardzo się cieszę, że chwilę tu u mnie pomieszkasz. Pewnie będziesz się trochę nudzić, ale są tu jeszcze jakieś dziewczynki w twoim wieku, to może się z nimi zapoznasz. Chodźcie, zapraszam do środka!
Babcia Olivii zaprowadziła ją i jej tatę do saloniku i podała szarlotkę i herbatę. Siedzieli tak jeszcze przez godzinę, ale w końcu tata Olivii musiał wracać do domu.
- Pa, kochanie! Przyjadę po ciebie za trzy tygodnie, może trochę więcej.
- Dobrze, pa!
Po tym krótkim pożegnaniu Liv poszła do pokoju, w którym miała spać. Było to nieduże pomieszczenie, w którym znajdowało się jedynie łóżko, komoda, toaletka z lustrem, kominek i mała szafka nocna. Dziewczyna rozpakowała się i z nudów zaczęła czytać książkę. Jednak nie szło jej zbyt dobrze. Powieść była nudna, a lampa w pokoju nie dawała zbyt wiele światła. W końcu zrezygnowana odłożyła książkę na szafkę. Zastanawiał się co może porobić. Rozejrzała się po pokoju. Nagle coś przykuło jej uwagę. Była to książka. Stara, w zniszczonej okładce. Zdziwiło ją to. Nie przypominało jej się, żeby tam wcześniej leżała. Podeszła do komody.


Otworzyła książkę. Na pierwszej stronie widniał napis: ,,Pamiętnik Lindy Dawison''.
,,Przecież, to moja babcia!'' - pomyślała Olivia. Miała chęć go przeczytać, ale nie chciała być aż taka chamska. Poszła z książką do saloniku, w którym na swoim bujanym fotelu siedział babcia.
- Babciu, na komodzie leżała ta książka. Nie martw się, nie czytałam jej. Tylko zobaczyłam napis. Proszę.
Podała babci pamiętnik. W sumie nie wiedział po co to robi. W końcu przecież to był dom jej babci i ona kładła swoje rzeczy tam, gdzie miały leżeć, ale nie chciała, żeby pamiętnik był tak blisko niej, bo w końcu by nie wytrzymała i przeczytała go. Był dla niej zbyt dużą pokusą. Babcia uśmiechnęła się ciepło i wzięła pamiętnik.
- Siadaj, moje dziecko. Ostatnio znalazłam go na strychu, kiedy szukałam mojej starej sukienki. Pewnie chciałabyś wiedzieć, co jest w nim napisane. Kochanie, nie chcę, żebyś czytała go sama. Za bardo by cię zaskoczyła jego treść. Ale już czas bym powiedziała ci prawdę. Prawdę, którą znam tylko ja, twoja mama, twój tata i moi przodkowie. Kochanie, wiem, że cię to zdziwi, ale ja nie jestem zwykła kobietą. Nie taką jak wszystkie. Widzisz, ja nie wychowałam się tutaj. Nawet nie w tym kraju. Moimi rodzicami byli Celmowie, czyli ludzie podobni do Cyganów. Moja mama, mój tata i wszyscy inni. Jak wiesz cyganie zazwyczaj mają ciemne włosy, skórę i oczy. A ja urodziłam się zupełnie inna. Kiedy byłam młoda wyglądałam trochę tak jak ty. Jasne włosy, skóra i tylko brązowe oczy. Moi rodzice zastanawiali się, czemu tak się stało. Głowili się nie mało, aż w końcu ktoś rzucił oskarżenie, że jestem tylko przybranym dzieckiem i kazano mnie wrzucić do rzeki. Ale wtedy przybyła Omasza. To była bardzo stara widząca. Ona powiedziała, że urodziłam się inna, bo jestem inna. Mam dziedziczny Dar, dzięki, któremu mogę robić różne niezwykłe rzeczy. W moim przypadku było to spowalnianie czasu wokół mnie. Omasza nigdy się nie myliła i wszyscy jej uwierzyli. Ten Dar jest dziedziczny, ale objawia się w różnych postaciach. Nie musi to być spowalnianie czasu. Kiedy dorosłam, opuściłam moją wioskę i postanowiłam zamieszkać tutaj. Poznałam twojego dziadka i urodziłam dwójkę dzieci. Twoją mamę i nie żyjącą już ciocię Sarę. Pewnie zastanawiasz się po co ci to mówię. Otóż jak wiesz ten mój Dar jest dziedziczny. Twoja mama go nie miała, twoja ciocia też nie. Ale możliwe, że ty go masz. Objawia się on po szesnastych urodzinach, a ty masz siedemnaście lat. Wiem, że teraz pewnie myślisz, że gadam tak, bo na starość zgłupiałam, ale taka jest prawda.
Linda spojrzała na swoją wnuczkę, która siedziała z uchyloną buzią patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Ale... Jacy Celmowie? Ty... Ty jesteś jakąś czarownicą? A ja... My... - jąkała się Olivia.
Potem zamknęła buzię i zaczęła się zastanawiać. Jej babcia wyglądała normalnie, tak jak zwykle. Nie wyglądała na chorą, wręcz przeciwnie. Liv milczała tak przez następne pięć minut.
- Babciu, a ty być mogła... No wiesz... Pokazać mi te czary...?
Linda zaśmiała się i  skinęła głową. Wzrok skupiła na jakimś punkcie, jej źrenice bardzo zmalały. Twarz nie wyrażała żadnych emocji, a ręce zaczęły jej drżeć. W takim stanie, Liv swoją babcię widziała po raz pierwszy. Była przerażająca. Jak taka zła wiedźma. Olivia strasznie się przestraszyła. To było okropne! Myślała, że jej babci coś się stało. Szybko podniosła się z siedzenia i już chciała zacząć krzyczeć do niej, żeby się wybudziła z tego potwornego transu, kiedy nagle coś ją unieruchomiło. Stanęła bez ruchu z otwartą buzią. Nie mogła się ruszać! Jej babcia zatrzymała czas! Naprawdę to zrobiła! Olivia z całych sił spróbowała podnieść stopę, ale pomimo wszelkich starań, nie udało jej się. Nagle jej babcia wstała z fotela. Wyglądała już normalnie. Tak jak zwykle. Uśmiechnęła się i szepnęła coś cicho. Wtedy czas znowu ruszył. Liv usiadła z wrażenia na fotelu. Trudno jej było uwierzyć w coś takiego.
- Widzisz kochanie, nic mnie nie opętało. Ja tak po prostu mam. Oprócz tej jednej umiejętności mam jeszcze parę innych, ale o tych powiem ci potem. Jakie wrażenia póki co?
- Wow... Ja już ci wierzę... Ale, że niby ja też mam ten Dar? Ale tak w ogóle, to ty nie wyglądasz na jakąś Celmkę, czy jak to tam się nazywa, jesteś po prostu normalną kobietą... Jak to możliwe...
- Widzisz Liv, Cemowie to normalni ludzie, tacy jak wszyscy inni. Mówią w tym samym języku, tylko kulturę mają trochę inną od tej powszechnie obowiązującej.
- Jej... Babciu... Ja musze to wszystko przemyśleć...
- Oczywiście kochanie... Idź spać. Już późno. Jutro porozmawiamy.

Olivia wyszła i szybko się przebrała. Leżąc w łóżku myślała nad tym wszystkim. Powoli przyswajała myśl o tym, że jej babcia jest jakąś czarownicą. Ale nie docierało do niej, że ona też mogła nią być.



No i jest pierwszy rozdził. Wiem, że trochę głupi,
mam nadzieję, że następny fajniej mi wyjdzie.
♥♥♥
Sophie Holt

Brak komentarzy: