Samochód pędził przez nierówną
asfaltową drogę. Olivia siedziała znudzona na tylnym siedzeniu i patrzyła przez
okno. Nic ciekawego. Same pola, łąki, lasy... Ładne widoki, ale co z tego?
Nudne i już. Dziewczyna nie chciała jechać na ten wyjazd. Nie lubiła jeździć do
babci, bo ,choć bardzo ją kochała, zawsze strasznie się tam nudziła. Zwyczajna
wieś. Nic do roboty, no chyba, że ten tandetny wiejski pub. No tak... Puszczą
muzykę, dadzą jakieś kolorowe światła i tyle. No ale jej
rodzice się uparli. Stwierdzili że ona jest młoda i potrzebuje świeżego powietrza, że
odpocznie od tego gwaru ulic i zatłoczonego korytarza szkoły, że to będzie taka
odskocznia. Jeśli tak, to czemu nie wysłali mnie gdzieś do Anglii, albo Francji, myślała. Marudziłaby tak bez
końca, ale w końcu dojechali do domku babci. Był nieduży, biały k z
czerwonym dachem. Obok niego znajdował się ogródek kwiatowy i sad. Wszystko to należało
do babci Olivii, Lindy. Starszej, poczciwej i bardzo miłej kobiety.
Staruszka z uśmiechem wyszła im na spotkanie.
Staruszka z uśmiechem wyszła im na spotkanie.
- Olivio, jak ty wyrosłaś! Tak dawno
się nie widziałyśmy! Bardzo się cieszę, że chwilę tu u mnie pomieszkasz. Pewnie
będziesz się trochę nudzić, ale są tu jeszcze jakieś dziewczynki w twoim wieku,
to może się z nimi zapoznasz. Chodźcie, zapraszam do środka!
Babcia Olivii zaprowadziła ją i jej
tatę do saloniku i podała szarlotkę i herbatę. Siedzieli tak jeszcze przez godzinę, ale w końcu tata Olivii musiał wracać do domu.
- Pa, kochanie! Przyjadę po ciebie za
trzy tygodnie, może trochę więcej.
- Dobrze, pa!
Po tym krótkim pożegnaniu Liv poszła
do pokoju, w którym miała spać. Było to nieduże pomieszczenie, w którym znajdowało się jedynie łóżko, komoda, toaletka z lustrem, kominek i mała szafka nocna.
Dziewczyna rozpakowała się i z nudów zaczęła czytać książkę. Jednak nie szło
jej zbyt dobrze. Powieść była nudna, a lampa w pokoju nie dawała zbyt wiele światła. W
końcu zrezygnowana odłożyła książkę na szafkę. Zastanawiał się co może porobić.
Rozejrzała się po pokoju. Nagle coś przykuło jej uwagę. Była to książka. Stara,
w zniszczonej okładce. Zdziwiło ją to. Nie przypominało jej się, żeby tam
wcześniej leżała. Podeszła do komody.

Otworzyła
książkę. Na pierwszej stronie widniał napis: ,,Pamiętnik Lindy Dawison''.
,,Przecież, to moja babcia!'' - pomyślała Olivia. Miała chęć go przeczytać, ale
nie chciała być aż taka chamska. Poszła z książką do saloniku, w którym na swoim
bujanym fotelu siedział babcia.
- Babciu, na
komodzie leżała ta książka. Nie martw się, nie czytałam jej. Tylko zobaczyłam
napis. Proszę.
Podała babci
pamiętnik. W sumie nie wiedział po co to robi. W końcu przecież to był dom jej
babci i ona kładła swoje rzeczy tam, gdzie miały leżeć, ale nie chciała, żeby
pamiętnik był tak blisko niej, bo w końcu by nie wytrzymała i
przeczytała go. Był dla niej zbyt dużą pokusą. Babcia uśmiechnęła się ciepło i
wzięła pamiętnik.
- Siadaj, moje
dziecko. Ostatnio znalazłam go na strychu, kiedy szukałam mojej starej
sukienki. Pewnie chciałabyś wiedzieć, co jest w nim napisane. Kochanie, nie
chcę, żebyś czytała go sama. Za bardo by cię zaskoczyła jego treść. Ale już
czas bym powiedziała ci prawdę. Prawdę, którą znam tylko ja, twoja mama, twój
tata i moi przodkowie. Kochanie, wiem, że cię to zdziwi, ale ja nie jestem
zwykła kobietą. Nie taką jak wszystkie. Widzisz, ja nie wychowałam się tutaj.
Nawet nie w tym kraju. Moimi rodzicami byli Celmowie, czyli ludzie podobni do Cyganów. Moja mama, mój tata i
wszyscy inni. Jak wiesz cyganie zazwyczaj mają ciemne włosy, skórę i oczy. A ja
urodziłam się zupełnie inna. Kiedy byłam młoda wyglądałam trochę tak jak ty.
Jasne włosy, skóra i tylko brązowe oczy. Moi rodzice zastanawiali się, czemu
tak się stało. Głowili się nie mało, aż w końcu ktoś rzucił oskarżenie, że
jestem tylko przybranym dzieckiem i kazano mnie wrzucić do rzeki. Ale wtedy
przybyła Omasza. To była bardzo stara widząca. Ona powiedziała, że
urodziłam się inna, bo jestem inna. Mam dziedziczny Dar, dzięki, któremu mogę
robić różne niezwykłe rzeczy. W moim przypadku było to spowalnianie czasu wokół
mnie. Omasza nigdy się nie myliła i wszyscy jej uwierzyli. Ten Dar jest
dziedziczny, ale objawia się w różnych postaciach. Nie musi to być spowalnianie
czasu. Kiedy dorosłam, opuściłam moją wioskę i postanowiłam zamieszkać tutaj.
Poznałam twojego dziadka i urodziłam dwójkę dzieci. Twoją mamę i nie żyjącą już ciocię Sarę. Pewnie zastanawiasz się po co ci to mówię. Otóż jak wiesz
ten mój Dar jest dziedziczny. Twoja mama go nie miała, twoja ciocia też nie.
Ale możliwe, że ty go masz. Objawia się on po szesnastych urodzinach, a ty masz siedemnaście lat. Wiem, że teraz pewnie myślisz, że gadam
tak, bo na starość zgłupiałam, ale taka jest prawda.
Linda spojrzała
na swoją wnuczkę, która siedziała z uchyloną buzią patrząc na nią z
niedowierzaniem.
- Ale... Jacy Celmowie? Ty... Ty jesteś jakąś czarownicą? A ja... My... - jąkała się
Olivia.
Potem zamknęła
buzię i zaczęła się zastanawiać. Jej babcia wyglądała normalnie, tak jak
zwykle. Nie wyglądała na chorą, wręcz przeciwnie. Liv milczała tak przez
następne pięć minut.
- Babciu, a ty
być mogła... No wiesz... Pokazać mi te czary...?
Linda zaśmiała
się i skinęła głową. Wzrok skupiła na
jakimś punkcie, jej źrenice bardzo zmalały. Twarz nie wyrażała żadnych emocji,
a ręce zaczęły jej drżeć. W takim stanie, Liv swoją babcię widziała po raz
pierwszy. Była przerażająca. Jak taka zła wiedźma. Olivia strasznie się
przestraszyła. To było okropne! Myślała, że jej babci coś się stało. Szybko
podniosła się z siedzenia i już chciała zacząć krzyczeć do niej, żeby
się wybudziła z tego potwornego transu, kiedy nagle coś ją unieruchomiło.
Stanęła bez ruchu z otwartą buzią. Nie mogła się ruszać! Jej babcia zatrzymała czas! Naprawdę to zrobiła! Olivia z całych sił spróbowała
podnieść stopę, ale pomimo wszelkich starań, nie udało jej się. Nagle jej
babcia wstała z fotela. Wyglądała już normalnie. Tak jak zwykle. Uśmiechnęła
się i szepnęła coś cicho. Wtedy czas znowu ruszył. Liv usiadła z wrażenia na
fotelu. Trudno jej było uwierzyć w coś takiego.
- Widzisz
kochanie, nic mnie nie opętało. Ja tak po prostu mam. Oprócz tej jednej umiejętności
mam jeszcze parę innych, ale o tych powiem ci potem. Jakie wrażenia póki co?
- Wow... Ja już
ci wierzę... Ale, że niby ja też mam ten Dar? Ale tak w ogóle, to ty nie wyglądasz na jakąś Celmkę, czy jak to tam się nazywa, jesteś po prostu normalną kobietą...
Jak to możliwe...
- Widzisz Liv, Cemowie to normalni ludzie, tacy jak wszyscy inni. Mówią w tym samym języku, tylko kulturę mają trochę inną od tej powszechnie obowiązującej.
- Jej...
Babciu... Ja musze to wszystko przemyśleć...
- Oczywiście
kochanie... Idź spać. Już późno. Jutro porozmawiamy.
Olivia wyszła i
szybko się przebrała. Leżąc w łóżku myślała nad tym wszystkim. Powoli
przyswajała myśl o tym, że jej babcia jest jakąś czarownicą. Ale nie docierało
do niej, że ona też mogła nią być.
No i jest pierwszy rozdził. Wiem, że trochę głupi,
mam nadzieję, że następny fajniej mi wyjdzie.
♥♥♥
Sophie Holt
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz