Dziewczynka odprowadziła mnie do mojego
namiotu i poszła. Postanowiłam, że na razie dam sobie spokój z łukiem i
strzelaniem, po męczącym treningu z Kizzy nie miałam już na to siły. Zamiast
tego zabrałam się za czytanie kolejnego wpisu do pamiętnika babci. Mówił trochę
o pierwszych wrażeniach itp..
,,12 maja, wioska
Drogi pamiętniku!
Dzisiaj Omasza uczyła mnie szukania w czyichś
oczach informacji i nim. To jest świetne! Nie mogę przestać myśleć o jednym
zdaniu, które do mnie wypowiedziała: ,,Kiedy już to opanujesz zdziwisz się jak
często pierwsze wrażenie jest różne od prawdy.'' Zgadzam się. Czasami osoba,
która wydaje nam się arogancka i pusta, tak naprawdę ma po prostu jakiś problem
i tym aroganckim zachowaniem maskuje swoją słabość. Na przykład Mucha. Na pierwszy rzut oka jest
niemiła i opryskliwa. Ale kiedy spojrzałam jej w oczy zobaczyłam smutną,
przygnębioną dziewczynę płaczącą za niedawno zmarłą matką. Dlatego od teraz
postanowiłam nie oceniać ludzi ,,na pierwszy rzut oka'', nawet jeśli ich
zachowanie jest naprawdę nieznośne. Morał jest taki: pierwsze wrażenia bywają
złudne.
Linda''
Wpis był dziwny, ale za razem
pouczający... Normalnie, to bym go rozpatrywała przez dwie godziny, ale nie
miałam nastroju do filozoficznych przemyśleń. Nie wiedziałam co mogę dalej porobić,
więc po prostu postanowiłam, że żeby jakoś ozdobić ten nudny namiot nazbieram
trochę kwiatów i je tu ustawię. Wyszłam z namiotu. Znowu sporo twarzy zwróciło
się na mnie, ale ja już zaczęłam się do tego przyzwyczajać. Weszłam do lasu i
zaczęłam szukać jakichś kwiatów. Na polanie, gdzie leżała wioska były tylko
takie podeptane. W końcu znalazłam sporą łąkę calutką usianą kwiatami. Makami,
tulipanami oraz jakimiś fioletowymi, żółtymi i pomarańczowymi kwiatami, których
nie znałam. Zaczęłam zbierać. Zerwałam sporo tulipanów oraz tych żółtych,
fioletowych i pomarańczowych kwiatów. Nie zbierałam maków, bo one szybko
więdną. Postanowiłam, że wezmę jeszcze trochę tulipanów, bo bardzo je lubię.
Nagle zauważyłam, że w cieniu drzew stoi jakiś mężczyzna oparty ramieniem o
drzewo i mi się przygląda. Nie widziałam jego twarzy, bo stał w cieniu.
- Czego chcesz? - zawołałam.
Mężczyzna jakby chwilę się
wahał, ale potem wyszedł z cienia. Jego widok mnie przeraził... Nie był wcale
mężczyzną, tylko chłopakiem i to nie byle jakim... To był ten Leo, który mnie
zaatakował. Cofnęłam się o parę kroków. Moja mina wyrażała ostrożność i lekki
strach, choć tak naprawdę to się go bałam... I to dosyć mocno... Jednak on
wydawał się spokojny, nie miał widocznie ochoty znowu oberwać...
- Chciałem porozmawiać... -
powiedział po czym zaczął do mnie podchodzić.
- Nie zbliżaj się do mnie! -
krzyknęłam cofając się jeszcze bardziej.
Ale on nadal szedł w moją
stronę. W końcu stanął przede mną i złapał mnie delikatnie za nadgarstek.
- Czy możemy spokojnie
porozmawiać?
- Nie, nie możemy! - zawołałam
zdenerwowana po czym wyrwałam się mu i pobiegłam do wioski.
Szybko zaszłam do Omaszy, żeby
pożyczyć jakiejś nitki do związania bukietu (Omasza dała mi też mały, drewniany
wazonik). Potem poszłam do studni, która była na środku wioski i nalałam do
wazonika wody (Podobno woda do tej studni jest transportowana wiadrami z
jakiegoś strumienia i oni robią tak co parę miesięcy... Sprytne, co nie?).
Kiedy w wazoniku było już wystarczająco dużo wody wzięłam mój bukiecik i
poszłam do namiotu. Wazonik ustawiłam na środku skrzyni, rozwiązałam bukiet po
czym włożyłam go do wody. Od razy zrobiło się tu przyjemniej. Zawiesiłam
jeszcze tylko lampę naftową na haczyku, który zwisał na środku namiotu z sufitu
i już miałam naprawdę przyjemny pokoik... Podłogę pokrywała zielona płachta, a
pod nią była ugnieciona sucha, wysoko trawa, więc przyjemnie się chodziło, po
boku stała drewniana skrzynia z grafitowymi zawiasami i płaską pokrywą, obok
stała drewniana miska, a w niej metalowe wiadro i różne płyny w szklanych,
zakorkowanych buteleczkach oraz mydła, łóżko przykryte pościelą no i mój
bukiecik. Teraz w tym namiocie przynajmniej nie czułam się tak obco. Nagle
wpadłam na pewien pomysł. Wyjęłam ze skrzyni chustę, która tam była oraz
książkę. Chustę ułożyłam na skrzyni jako obrus, z powrotem postawiłam wazonik,
a obok książkę o darze i na niej pamiętnik babci. Teraz już wszystko było ok.
Zapaliłam lampę naftową. Byłam głodna. Ale nie wiedziałam skąd wezmę
jedzenie... W końcu poszłam do Omaszy.
- Moja droga, tutaj jemy
wspólnie. Tylko ja gotuję sama, tak to wszyscy razem. Pierwszego dnia, kiedy
się obudziłaś nie było kolacji i obiadu, bo zabrakło jedzenia. A dzisiaj to ty
gdzieś wyparowałaś, wszystko cię ominęło... Ale mężczyźni już rozpalają
ognisko, więc zaraz będzie kolacja...
To było strasznie dziwne... Skąd
oni mieli to jedzenie? Kiedy zapytałam o to Omaszę ona powiedziała:
- Parę kilometrów od wioski są
nasze pola i tak dalej... Tam są krowy, kury, owce, jest sad i rosną też
warzywa no i są pola... Wiesz, pomimo że ta wioska jest taka mała, to jest tak
naprawdę całkiem spora grupa! Pozostałe dwie osady są dużo większe! Po części
to także ich jedzenie, więc musi być go dużo. Wiesz, my jesteśmy w samym środku
lasu, musimy jakoś sobie radzić...
- A kto rządzi tymi pozostałymi
osadami, kiedy Perhan jest tu?
- Tą największą jego drugi syn,
Toni. A drugą, jakiś jego przyjaciel...
- Acha... A czemu nie Leo?
- No bo widzisz Perhan miał dwie
żony: Dikę i Nadię. Z Diką miał Toniego, a z Nadią Leo. No i on z Nadią wcale
nie chciał mieć dzieci. Kochał ją, ale nie chciał kolejnego dziecka. Wystarczał
mu jego najukochańszy syn z poprzedniego małżeństwa. No i dlatego Leo zawsze
był u niego na drugim miejscu.
- To smutne...
- Tak, ale dla Leo to wszystko
jedno... Wystarczy mu parę ładnych kobiet i jest szczęśliwy...
W tym momencie ktoś krzyknął:
- Kolacja!
-Idź. Ja zjem tutaj.
Przytaknęłam i wyszłam z
namiotu. Po drodze do ogniska wokół którego już rozsiadło się trzy czwarte
wioski zaczepiła mnie Kizzy.
- Cześć! Chodź, pokaże ci jak to
wygląda, bo jeszcze nie widziałaś. Tu jest takich parę kobiet, które robią
jedzenie i każdy dostaje po porcji. Tylko Omasza z nami nie je, ale ona jest
jakąś czarownicą, czy coś takiego i ona musi jeść jakieś jedzenie dla
czarownic... Patrz, tu się podchodzi i się bierze.
Kizzy podeszła do stołu przy
którym stało parę kobiet i rozdawało jedzenie. Ja i Kizzy dostałyśmy po porcji
(trzy kromki chleba z masłem i jakimś serem oraz coś przypominającego herbatę i
jabłko) i usiadłyśmy z boku na trawie.
Przeżuwałam kromkę rozglądając
się po okolicy. Zauważyłam Leo siedzącego w towarzystwie jakichś swoich kolegów
i paru dziewczyn. Nagle jedna z dziewczyn wskazała na mnie i szepnęła mu coś na
ucho. Odwróciłam głowę w stronę ogniska. Jednak kontem oka dostrzegłam jak Leo
na mnie patrzy. Nagle jednak wszystkie rozmowy ucichły, nawet odgłosy mlaskania
zniknęły. Rozejrzałam się szukając przyczyny tej nagłej ciszy. No i zobaczyłam.
Perhan wyszedł ze swojego namiotu. Przypominał trochę tych arabów co jeżdżą na
wielbłądach.
- Moi drodzy! Przepraszam, że
przerywam Wam posiłek, ale chciałbym ogłosić parę rzeczy. Po pierwsze: jest
duże prawdopodobieństwo wojny. Grupa tego łotra, Punka zaatakowała przedwczoraj
osadę Toniego. Oczywiście nasi wygrali, ale szykuje się kolejny atak. Musimy
być gotowi na każdą ewentualność. - między ludźmi przeszedł szmer - Po drugie:
niedługo trzeba będzie uzupełnić studnię. No i po trzecie: mamy w naszej
osadzie nową lokatorkę. To Olivia. - wszystkie oczy zwróciły się na mnie, a mi
po plecach przeszedł dreszcz - Olivię znaleziono prawie martwą niedaleko
strumienia, Omasza się nią zajęła i musicie się pogodzić, że przez jakiś czas
Olivia będzie tu mieszkać. Mam nadzieję, że nie będzie problemu. Dobrze,
wracajcie do posiłku - powiedział, po czym znowu zniknął w namiocie.
Wszyscy znowu zaczęli rozmawiać
i mlaskać, a ja zastanawiałam się nad tym co usłyszałam. Domyślałam się, że
,,grupa łotra Punka'', to jakiś inny wróg grupy Perhana, ale wojna? Nie
wiedziałam, że cyganie toczą wojny...
Po kolacji pożegnałam się z Kizzy i wróciłam do
mojego namiotu. Nalałam sobie wody do miski i umyłam się, przebrałam w koszulę
nocną, po czym położyłam się spać. Zgasiłam lampę i leżałam w oczekiwaniu na sen.
Rozdział siódmy już za chwilę.
♥♥♥
Sophie H.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz